Bankructwo Zachodu, czyli pieriestrojka a rebours

Społeczeństwa zachodnie zdają się nadal nie dostrzegać, że ich państwa zbankrutowały. Nie tylko w wymiarze symbolicznym, w odniesieniu do idei, wartości czy kultury- zbankrutowały dosłownie, w wymiarze ekonomicznym. Współczesny kapitalizm nie wytrzymał konkurencji z totalitarno- komunistycznymi Chinami, podobnie jak socjalizm lat ’70 i ’80 w wydaniu bloku sowieckiego nie wytrzymał presji zachodniego kapitalizmu. I poniósł klęskę.

Elity Związku Radzieckiego i satelickich demoludów już na początku lat ’80 doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że zarządzane przez nich gospodarki socjalistyczne nie wytrzymają rywalizacji z doskonale funkcjonującą wówczas maszynerią gospodarek kapitalistycznych. Pierwsze spotkania dotyczące negocjacji warunków kapitulacji ekonomicznej i politycznej państw bloku komunistycznego rozpoczęły się już w połowie lat ’80. Jednym z bardziej znanych spotkań są rozmowy z Rejkiawiku prowadzone jesienią 1986 r. pomiędzy sekretarzem generalnym Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (było kiedyś takie imperium) Michaiłem Gorbaczowem a prezydentem Stanów Zjednoczonych (nadal jeszcze jest takie imperium) Ronaldem Reaganem. Komunistyczne elity radzieckie ale i elity państw satelickich, w tym Polski (warto przypomnieć słynne nowojorskie spotkanie generała Jaruzelskiego z Davidem Rockefellerem z września 1985 r.), już wówczas negocjowały optymalne dla siebie warunki przejścia z systemu gospodarki centralnie planowanej do systemu wolnorynkowego.

I to się im udało. Uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej i zapewnienie sobie bezkarności w nowym ustroju wolnorynkowym dokonało się niemal bezproblemowo. Oczywiście kosztem społeczeństw własnych państw i grabieżczej polityki gospodarczej wprowadzanej od początku lat ’90 pod dyktando krwawych, bezwzględnych kapitalistów (pisząc obrazowo w dużym skrócie). Demokracja liberalna i wolny rynek miały być odtąd systemami dominującymi w skali globalnej. Można było ogłosić koniec historii, co widowiskowo uczynił Francis Fukuyama w 1992 r.

Minęło 30 lat i okazuje się, że historia wcale nie wstrzymała swojego biegu. Był to czas wystarczająco długi by Chiny z zapóźnionego technologicznie państwa rolniczego zmieniły się w giganta przemysłowego, który jest w stanie wyprodukować wszystko- w dowolnej ilości i asortymencie. Natomiast uśpiony (czy też usypiany przez swoje elity) Zachód transferował produkcję, miejsca pracy i technologie do państw Dalekiego Wschodu, głównie do Chin, licząc na to, że te z wdzięczności, radośnie i z ochotą przyjmą liberalną demokracje i wolnorynkowy kapitalizm jako własne doktryny dominujące, które będą przez nich wdrażane z religijnym namaszczeniem.

Nic bardziej mylnego. Kryzys finansowy z 2008 r. był jednoznacznym dowodem na to, że nieustanny wzrost gospodarczy państw zachodnich, oparty na napędzanej długiem konsumpcji towarów wyprodukowanych gdzieś za morzami, jest nie do utrzymania. Od tamtej pory (chociaż wiele dokumentów wskazuje na to, że już znacznie wcześniej) trwały intensywne przygotowania do Zmiany Globalnego Systemu Operacyjnego. Istotnym warunkiem przeprowadzenia tej operacji było utrzymanie przez elity finansowe świata zachodniego posiadanych pozycji, statusów i przywilejów. Podobnie jak elity komunistyczne z końca lat ’80, finansowo-cyfrowa arystokracja współczesnego świata musi wejść do nowej rzeczywistości w nimbie zwycięzców, a jeszcze lepiej, w nimbie dobroczyńców całej reszty zdezorientowanej ludzkości.

Liberalna demokracja i wolnorynkowy kapitalizm muszą odejść do lamusa. Brakującym ogniwem był jednak wystarczająco istotny i poważny powód ‘obiektywny’ do przeprowadzenia tego typu operacji. Społeczeństwa państw zachodnich za bardzo były przywiązane do wtłaczanych im przez dziesięciolecia wolnościowych przyzwyczajeń i kapitalistycznych nawyków. Podobnie jak ‘wojna’ (o czym w prywatnych rozmowach mówił premier Mateusz Morawiecki), ‘pandemia’ zmieniła perspektywę ludzkości w pięć minut. Z chwilą zatwierdzenia projektu pandemicznego przez Światową Organizację Zdrowia i ogłoszenia oficjalnych potwierdzeń tegoż przez przywódców państw wolnego świata deklaracjami wprowadzania Nowej Normalności (już w kwietniu i maju 2020 r.), ‘to, co byłoby niemożliwe lub nawet niewyobrażalne w normalnych czasach, stało się nie tylko możliwe, ale prawdopodobnie absolutnie konieczne’ (George Soros, Project Syndicate 11.05.2020 r.).

Tak jak chylący się ku upadkowi w latach ’80 blok komunistyczny był skazany na przegraną z gospodarkami zachodnimi z powodu deficytów produkcyjnych i niemożności wprowadzania skutecznych rozwiązań innowacyjnych z przyczyn ideologicznych (ujmując rzecz w dużym skrócie), tak współczesne państwa zachodnie zbankrutowały z bardzo podobnych powodów – w wyniku wytransferowania większości produkcji poza obszar własnych państw oraz postępującej ideologizacji biznesu i uczelni wyższych. Już nie konkurencyjność, efektywność i użyteczność miały być priorytetami w budowaniu skutecznych zespołów badawczych czy zarządów firm, a parytety płci, czy tak jak dzieje się to ostatnio, parytety mniejszości dowolnego rodzaju – od rasowych po seksualne.  

Bankruci nie spłacają długów

Większość liczących się państw świata zachodniego pożyczała więcej niż wytwarza. Zadłużenie Francji, Wielkiej Brytanii, Kanady, Hiszpanii, Belgii czy Włoch przekroczyło już ponad 100 % rocznego PKB. Rekordziści, tacy jak Grecja i Japonia to ponad 200% długu w skali roku. Zadłużenie Stanów Zjednoczonych w stosunku do PKB oscyluje już na poziomie 110% i osiągnęło rekordowy poziom od 1945 r., kiedy to przypadał szczyt kryzysu gospodarczego spowodowanego II wojną światową. Po latach zawieruchy wojennej nastąpił złoty okres prosperity lat ’50 i’60 oparty na wolności gospodarczej i swobodach politycznych. Dziś jesteśmy dopiero u progu największego globalnego kryzysu gospodarczego od 100 lat. Najpotężniejsze państwo świata unieruchomienie pandemicznymi restrykcjami i całym szeregiem ograniczeń, jednym z priorytetów swojej polityki zagranicznej ustanawia prawa mniejszości LGBT, za łamanie których Biały Dom już dziś grozi sankcjami. Administracja prezydenta Bidena zdaje się nie dostrzegać poważniejszych problemów i wprowadza niebezpieczną ideologizację polityki na najwyższe poziomy dyplomatyczne.

Świat zachodni jest bankrutem. Tym razem nie ma jak i nie ma komu ponownie zrolować tego długu. Międzynarodowi wierzyciele od lat upominali się o swoje. Gdyby Włochy, Portugalia i Hiszpania zbankrutowały na wzór grecki, musiałoby to pociągnąć lawinę finansowej katastrofy nie do powstrzymania. Bankruci nie spłacają długów. Odium społecznego gniewu spadłoby na przywódców politycznych i międzynarodową finansjerę, u której rządy kapitalistycznych liderów miały pootwierane rachunki z nieograniczonym niemal limitem kredytowym. Zaciągniętych długów nie będą musieli spłacać niewydolne gospodarczo, zideologizowane państwa zachodnie. Spłacą je obywatele tychże państw swoimi prywatnymi majątkami, wyzbywając się przy okazji wolności (w wymiarze prywatnym i gospodarczym), jakiegokolwiek wpływu na władzę oraz własnego dziedzictwa kulturowego- zwyczajów i obyczajów.

Projekt pandemiczny stał się idealnym narzędziem do załatwienia wszystkich niewygodnych spraw w jednym pakiecie. Po pierwsze: państwa zyskały pretekst do dodrukowania tylu środków ile akurat potrzebują do załatania bieżących dziur i spłaty odsetek od rosnącego długu. Po drugie: rządy państw demokratycznych zyskały idealną okazję do ograniczenia praw gospodarczych i politycznych swoich społeczeństw do poziomu, którego nie powstydziłyby się dojrzałe dyktatury XX wieku, wzmacniając przy tym swoją pozycję zamiast ponosić odpowiedzialność za poczynione szkody. Po trzecie: upadające przedsiębiorstwa, małe i średnie biznesy, wraz z nieruchomościami, staną się łatwym łupem dla rządów i korporacji mających nieograniczony dostęp do generowanego na zawołanie cyfrowego pieniądza. Dzięki temu międzynarodowi wierzyciele będą mogli odzyskać znaczną część pożyczonego państwom zachodnim kapitału, zyskując przy tym wpływy polityczne i nieznane dotąd przewagi gospodarcze. Po czwarte wreszcie:  pandemia staje się idealnym pretekstem do wdrożenia Nowego Ładu, Nowego Światowego Porządku w miejsce demontowanego systemu wolnorynkowego kapitalizmu i liberalnej demokracji, co zabezpieczy obecne pozycje i statusy garstki kilku tysięcy miliarderów, ich rodzin i pomocników.

Cyfrowa totalna kontrola wprowadzana w miejsce regulatorów relacji społecznych opartych na trzech filarach: greckiej filozofii (i logice), rzymskim prawie i chrześcijańskiej moralności, dopełni procesu pandemicznej transformacji.

Pod pretekstem pandemii (bez obiektywnych powodów medycznych) rządy narodowe zbankrutowanych państw oraz ich koalicjanci, wykorzystując obowiązujące nadal (chociaż już nie ich samych) mechanizmy demokratyczne i pozostałości przyzwyczajeń wolnorynkowych, wbrew interesom 99% swoich obywateli, dokonują transformacji ustrojowej na wzór tej z jaką mieliśmy do czynienia na przełomie lat ’80 i ’90. Z tym, że jest to pieriestrojka a rebours, wdrażana w imieniu międzynarodowych koncernów, cyfrowej arystokracji oraz nowego, globalnego hegemona- Chin. Tym razem to my idziemy na Wschód. Chcące utrzymać swoją dotychczasową pozycję elity finansowe wybrały dla Świata Zachodu nowy model społeczno-gospodarczo-polityczny: postpandemiczny, dystopijny totalitaryzm na wzór chiński w wersji pomnożonej przez powszechną biedę, zintensyfikowany do sześcianu. I nie ma w tym cienia przesady.

Jedyne co nas jeszcze skutecznie odgradza od tej coraz bardziej realnej dla większości wizji, to pełne półki w marketach i kolorowe obrazki seriali w okienkach telewizorów i komputerów – dominująca szarość świata lat ’80 i dominujący na sklepowych półkach ocet przyspieszyły upadek bloku socjalistycznego. My ockniemy się może dopiero wtedy, gdy zabraknie pieniędzy na codzienne zakupy, a okienka monitorów decyzją korporacyjnych arystokratów zostaną wygaszone.

Z tym, że wówczas będzie za późno na jakąkolwiek skuteczną reakcję. System będzie już szczelnie domknięty.

SAD

Foto: Pixabay

Related posts